Dzień dobry:)
Rozebrałam już choinkę,
schowałam świąteczne dekoracje.
W domu jakoś "goło" się zrobiło.
Tydzień temu odbył się "mój" konkurs kolęd.
Wstawię kilka zdjęć.
Na żadnym mnie nie ma - czuwałam za kulisami😁
Wszystkie zdjęcia stąd - klik.
Dziękuję za wszystkie kciuki!
Tak jak wspominałam wcześniej,
zawsze organizując go stresuję się bardzo.
Przede mną jeszcze jeden taki konkurs i...
nie będę nic pisać, aby nie zapeszyć.
😊
Odpoczywałam do tej pory dosłownie nic nie robiąc...
tzn. czytając sobie biografię Tove Jansson.
Od dawna chciałam tę książkę kupić, bo uwielbiam Muminki.
Lubię też rysunki i malarstwo Tove.
Dwa lata temu byłam pod jej domem w Helsinkach.
To była jednodniowa wizyta u Muminków:)))
Wracam do książki - dużo w niej informacji, szczegółów - tak lubię,
dużo zdjęć, opisów - też lubię,
ale czytało mi się ciężko - nie lubię książek pisanych w czasie teraźniejszym...
...Tove siada, patrzy, sięga po...
W dodatku miesza się ten czas z przeszłym.
Nie wiem, czy to wina tłumaczenia, czy oryginał właśnie jest taki.
Mimo to polecam, bo pozycja dużo wnosi o artystce.
Wyciągnęłam markery.
Namalowałam kilka obrazków.
Pokażę Św. Weronikę.
Zlikwidowałam moją galeryjkę - został na pasku tylko autoportret😏
To będzie moja wizytówka:)
Przyznam się, że dopadł mnie kryzys - blogowy,
bo kilka razy miałam ochotę go (blog) zamknąć.
Czekam na wiosnę i odliczam dni.
Zanudziła i zmęczyła mnie ciemnica zimowa,
tzn. krótkie dni, brak słoneczka.
Chociaż są plusy - patrzę sobie na wschody słońca😂
i na łosia,
który tylko zimową porą podchodzi bliziutko pod dom.
Piątek jeszcze ze śniegiem:)
W niedzielę wypatrzyłam go z drugiej strony domu.
Na koniec pokażę moją delikatną, koronkową żyworódkę.
Maleństwa roślinki przywiozłam sobie z Portugalii.
A co u Was słychać?
Bo widzę marazm blogowy nie tylko u mnie😏
Ściskam Was mocno.
Iza
























































