niedziela, 9 lutego 2020

Już...
nic zimowego pokazywać nie będę:)
Żarówczaki w czapach chowamy do pudeł,
do przyszłej choinki - niech czekają.

A co dzisiaj?
O!!! Nikt nie zgadł:(
Zakładki!
;P






Planuję już wiosenne prace w ogrodzie.
Bo w tym roku obiecałam sobie w końcu zadbać o nowe nasadzenia.
Do tej pory moje przypadkowe ogrodnicze zrywy odnosiły marny sukces.
Znacie jakieś "żelazne rośliny"?
Takie, które rosną w słabej glebie (klasa bonitacyjna 5)


Na wszystkich zakładkach barwinek.
Kapryśna roślinka po zasuszeniu, bo z czasem traci kolor.
Ale w moim ogródku sprawdza się - rośnie i nie marudzi:)))


Miłej niedzieli.

piątek, 7 lutego 2020

Tęsknicie...
za taką prawdziwą, mroźną i śnieżną zimą?
Przyznam się, że ja nie:)))
Taka aura całkiem mi odpowiada, choć wiem, że dla roślinek nie jest najlepsza.
Moje krokusy mają już kilkucentymetrowe liście, a bazie pojawiły się już dawno.


Pokażę dwa żarówczaki.
Bombki w cieplusich, angorkowych czapeczkach,
które powędrowały do Stalowej Woli (Reksio) i Będzina (Kiwaczek)
:)))







I jednego, który został w Wytycznie (Psi żywot)
:)))




Zdjęć dużo, 
bo wyobracałam żarówki i obfociłam z każdej strony:)
Jakość słaba, 
bo było tak pochmurno i ciemno w dzień, 
że musiałam zaświecić światło, co odbiło się na bombkach:(

Miłego weekendu.

piątek, 24 stycznia 2020

Zakładki...
kocham nad życie! 
I gubię często. 
Najczęściej oddaję do biblioteki książkę z zakładką w środku.
Tak chyba straciłam zakładkę - pamiątkę z Francji:(

Szkoda.

Na pocieszenie zrobiłam sobie zakładki z kwiatuszkami i listkami agrestu.
Jesienią tak pięknie się wybarwił w ciepłe kolory
i po zasuszeniu ich nie stracił.





Zakładki przesyłam do zabawy Ewy:)

Pokażę jeszcze dwie karteczki okolicznościowe.
Jedną wysłałam Ani - wiadomo w jakim celu:)


a druga będzie w użyciu jutro:)


Skromniusia.

Komu kończę się ferie, łapka w górę.
✋🏻

Do napisania:)

piątek, 17 stycznia 2020

Dzisiaj...
chciałam Wam powiedzieć, 
o drugim moim noworocznym postanowieniu.
Pierwsze opisałam w poprzednim poście:)

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze na temat mojego rysowania
i wskazówki dotyczące samej techniki.
Są dla mnie niezwykle cenne. ❤



Czasami pod wpływem chwili, zdarzenia, emocji, postu na czyimś blogu
(Basiu W, Twoje posty zawsze tak na mnie działają :))
zdjęcia w czasopiśmie, przedmiotu a nawet zapachu
przychodzą wspomnienia, najczęściej te piękne, wspaniałe.
Często są dla mnie samej zaskakujące, 
bo wygrzebane z jakichś odległych zakamarków.
Potrafią zostać na dłużej, ale również umknąć szybciutko.
I tu mój pomysł.
Stworzyłam notes, w którym chcę te wspomnienia utrwalać.
Nie będą to opisy. 
Chce zapisać je na kartach w sposób symboliczny,
czytelny tylko dla mnie.
To taki album fotograficzny wyciągnięty z mojej głowy.



Myślę, że ktoś już stworzył taki sposób utrwalenia zdarzeń.
Ja w każdym razie na niego nie trafiłam, dlatego nie wiem, jak taki notes nazwać.
Art-journal, scetching, bullet-journal?
Może wiecie?

I jeszcze stworzyłam do tego notesu zakładkę z niezapominajkami:)
Zrobiłam trzy, ale tylko jedna w notesie zostanie.



Notes, to nie książka, 
jednak chcę zakładki do niego posłać do zabawy Ewy.
Karty z tego zeszytu będą dosłownie z mojego serca wyciągnięte.



Dzisiaj zaprezentowałam tylko pierwszą stronę notesu
i raczej kolejnymi nie będę się chwaliła.
 Czasami pokażę jakiś jego fragmencik, napis, rysunek... zasuszoną roślinkę itp.


Macie pomysł, jak nazwać mój notes?
Prowadzicie podobne?




I tak mi przyszło na koniec do głowy!
Może powspominałybyście i pobawiły razem ze mną?
Fajnie byłoby tak razem... 
dajcie znak w komentarzu.
Gdyby były osoby chętne, opracowałabym zasady zabawy 
(bez terminów konkretnych!)
a do Waszych notesów przygotowałabym zakładki z niezapominajkami.
Kuszę - małym prezencikiem ode mnie:)))

DOPISEK
Dziewczyny, 
rozumiem, że brak czasu, inne zabawy, zobowiązania itp.
 nie pozwalają Wam przyłączyć się do mnie 
w tworzeniu Memory Keeper (ów).
Zresztą nasze wspomnienia są często bardzo osobiste
 i nie każdym można się podzielić na blogu.
Sama nie wiem, jak moja praca z notesem się rozwinie.
Nie będę zatem wymyślała żadnych zasad,
tym bardziej, że tak dużo osób ma swoje art-journale, dzienniki, albumy.
Małgosiu, bardzo dziękuję za nazwę.
Bardzo mi się podoba i już nie szukam innej.
Memory Keeper - Opiekun Pamięci
czasami zagości na moim blogu.
😘

Uściski dla Was!

środa, 15 stycznia 2020

Kto...
do mnie zagląda, ten wie, 
że rysowanie i malowanie odkryłam ponownie dzięki Hubci,
która prowadziła świetne zabawy z kolorowaniem.
Dodatkowo Ewa wyposażyła mnie w pierwsze markery alkoholowe.
W szufladzie biurka leżały u mnie zapomniane kredki sprzed dwudziestu kilku lat,
które zakupiłam do kolorowania map na kartografię:)
Dlatego szarpnęłam się wtedy i na te kredki wydałam majątek.
U syna wygrzebałam kilka ołówków różnej twardości.
To był mój cały sprzęt:
 markery Hubci, pięć ołówków 
i te kredki, bez trzech sztuk, bo zgubiły się dawno temu.
:)
Pomalutku zaczęłam sięgać po moje skarby 
i wzbogacać warsztat w przybory, i w ćwiczenia.

I jeszcze tak się złożyło, że z rysowaniem i malowaniem (pośrednio)
związałam się zawodowo:)))

Dziś chciałabym pochwalić się rysunkami ołówkiem.

Wiem, wiem, nie są jeszcze mistrzowskie
i myślę, że takiego stopnia to ja nie osiągnę, ale...
jestem z nich dumna.
Bardzo byłabym wdzięczna za wszelkie podpowiedzi,
co poprawić, nad czym popracować, aby było lepiej.

Po tym długim wstępie pokazuję:)

Pierwszy rysunek ołówkami syna - Koh I Nor.


A tu już ołówki moje  - 12 sztuk, firmy Drewent.





Czasami będę się chwaliła postepami, 
bo postawiłam sama sobie takie wyzwanie i postanowienie noworoczne,
aby wykonywać co najmniej jeden rysunek w tygodniu.

Będziecie zaglądać?




Przesyłam serdeczności.

sobota, 11 stycznia 2020

Styczeń...
w zakładkowej zabawie u Hubci - klik!


Książka
która zapadła mi w serce,
do której często wracam,
której ilustracje bardzo lubię
to "Mały Książę" Antoine Saint de Exupery'ego.
❤


O czym jest "Mały Książę" pisać nie muszę,
bo wszyscy książkę znają:)

Czym urzekła mnie?


Zawsze byłam wzrokowcem.
Jako dziecko wybierałam książki po obrazkach:)))
Stąd mój mały bzik na punkcie kilku ilustratorów i ich twórczości.
Biblioteka z mojego dzieciństwa była dla mnie bardzo tajemniczym miejscem.
Takim zaczarowanym:)
Nie była to biblioteka szkolna, tej wręcz nie lubiłam...
 -Iza, czytałaś? - tu pani Jadzia podawała tytuł.
- Nie.
- Więc masz, przeczytaj. Przynieś za dwa tygodnie.
- Dziękuję.
... ale osiedlowa, filia głównej - tzw. oddział dla dzieci.
Taka, w której książki wybierało się samemu, buszując między regałami.
Tam pierwszy raz spotkałam "Małego Księcia".


Wtedy urzekła mnie postać małego chłopca na planetce:)


Gdy przeczytałam, zachwyciłam się samą fabułą. 
Nie widziałam jeszcze wtedy tego, co widzę teraz.
Ale pamiętam ogromny smutek, 
bo dla mnie "Mały Książę" jest przepełniony melancholią, tęsknotą i smutkiem,
i wiadomo, miłością i przyjaźnią, ale te trzy pierwsze uczucia wybijają się ponad inne.
Wspomnę jeszcze, że często czytam fragmenty książki,
 oglądam ilustracje Saint Exupery'ego.
Znam też takie, które nie zostały w książce opublikowane,
bo w 2018 roku odnaleziono w Szwajcarii nieznane dotąd rysunki autora
do tej powieści. 
Można o tym poczytać w internecie.

Tak się rozpisałam o książce, że zapomniałam o zakładce:)


Malowana farbami akrylowymi na drewnianej zakładce.
Ta strona z Ziemią podoba mi się bardziej:)


Róża i nasza planeta Ziemia - to taka moja interpretacja ilustracji autora,
w której chciałam pokazać tęsknotę i przyjaźń bohatera i... moją.


Wiem, że nie tylko mnie "Mały Książę" zapadł w serce:)
Zajrzyjcie do Ewy.

Udanego weekendu!

❤

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Anielskie...
zakładki.


Malowane farbami akrylowymi, 
pobrokacone i polakierowane gdzieniegdzie :)


Powstały jeszcze w starym roku 
pod wpływem świątecznej atmosfery.



Druga strona skromna, z motywem piór.

Ta należy do anioła niebieskiego.


a ta do szmaragdowego.


Nie zgłaszam ich na wyzwanie Ewy, 
bo nie robiłam ich z myślą o konkretnej książce.

Przesyłam gorące uściski:)