Miałam...
zrobić przerwę w blogowaniu,
aby odpocząć od internetu, komputera,
odciąć się trochę od "zjadacza" czasu.
Miał to być taki wielkopostny odwyk.
Zrezygnowałam.
Podobnie jak Was kochani
trzyma mnie przy zdrowych zmysłach
mój blog i rękodzieło
Mieszkam przy wschodniej granicy z Ukrainą.
Widzę, słyszę, współczuję
i oczywiście na ile to możliwe pomagam.
Oswajam swój lęk, żal,
próbuję poradzić sobie ze złością.
W mojej szkole jest już sporo dzieci uchodźców.
Bardzo dobrze zostali przyjęci przez rówieśników
i mogę powiedzieć, że dzieciaki super zdają ten egzamin.
Podziwiam Rodziców tych dzieci, podziwiam Mamy,
że pomimo tej okropnej i trudnej rzeczywistości
starają się dać swoim dzieciom odrobinę normalności,
że nie pozwalają pogrążyć się im w rozpaczy,
bólu, tęsknocie za Tatą, Bratem, Dziadkiem i Bliskimi,
którzy zostali w Ojczyźnie.
Aby pomagać, trzeba dużo siły, wytrwałości, miłości.
Przeżywanie własnych trosk i radości tę siłę tylko wzmocni.
Nie od razu to zrozumiałam.
Na początku wyrzuty sumienia, że "coś" mnie cieszy,
gdy obok trwa wojna, deprymowały moje działania.
Pierwsze dni wojny w Ukrainie
"wyłączyły" mnie z normalnego życia.
Powrót do pracy po feriach pozwolił w pewnym stopniu zająć myśli
czymś pożytecznym, lubianym,
a kontakt z silnymi ludźmi dał impuls do działania
i w miarę normalnego życia.
Trzymajmy się razem, wspierajmy,
bądźmy silni!
Pozdrawiam gorąco.
Iza